A: Prendzyj mama poopowiada o dawnyk muzykak! Bo to, to było tak, dawne muzyki to były muzyki!

Nie były zabawy jakieś, te, dyskoteki, były muzyki! Jak oni tam sie schodzili, nie, to tam kurant groł na harmonice, no, abo ta tam, na skrzypak… jedne skrzypce wystarczyły, nie zespół! A te nie, ja to nie…

B: To stary kapral taki był… Taki stary kaprol był, jak kcioł, zeby sobie zarobić na papierosy.

A: Na basach grywoł tez…

B: Bo nie miał za co. A on na skrzypcach grywoł. To pozwolił izby i on grał na skrzypcak. No to sie posodzili, te chopaki posodzili sie, no i dzieuchy sie posodziły. Nie zapomne nigdy, to tak: przyśli, taty prosili, cy nam, zeby nam pozwolili, bo tak to nie puścili ojcowie, zeby tak puścili byli ci. No ale jak no już przyśli i po… chłopoki porosili, ze na… o tyj i o tyj godzinie sie wróci, no to pozwolili. Pamientom, posłam raz, mówili, tata powiedził zeby na dzisiontom godzinom mam być w domu. No ale to my pośli już późnawo. Ja chodziła tam do tego kuranta, tego kaprola, no chłopoki sie poschodzili, dziewuchy sie… zaczyna sie wszystko. I jedon kawałek my przehulali, ja sie pacze, a tu jest, już dzisionta godzina dochodzi. No to wszystko jedno, uciekać. A chopaki mi zala, drzwi zaczymali i nie chcieli mnie wypuścić. A ja ze muse iść, bo jak inacej to by mnie nie puścili, nigdy nie puścili, ja bym nie posła na tom godzine. I wtyncas co zrobiłam? Prose tej Janki i mówie Janka, puś mie przez stajnie, zebym mogła uciec, zebym wyleciaa. Ona mie otwarła drzwi, a tak pienknie ksieżyc świecił. […]. A tata juz stoł w oknie, przy oknie, cy ja przyjde na tom godzine. Bo to takie było no, wtedy jak coś powiedzieli tak, to sie musiało trzymać, bo jak nie, to jus wiencyj nie pozwolili. No i jak mnie ujrzoł, zem przysła, to juz posed spokojnie spać. Nie wolno było, jeden kawałek ledwiem przehulała. Ale jakem zasła, to juzem sie strasnie wybawiła zawsze. Sie śmiali, bo jakom było świetnie abo mało, to, lubili mie chłopoki i ja przodki wyprowadzała przeważnie […].

C: Ale przyśpiewywaliście? Przyśpiewywaliście w tych przodkach?

B: Nie, oni se przyśpiewywali, ale dzieuchy nie przyśpiewywały, nie, ino chopoki.

C: A co tańczyliście?

B: Przeważnie walca, ściekło polko, suwanego to tak, ale to tego walca to było tyz fajnie, abo wściekło polko, to sie wiedziało, ze sie chaupa rozleci.

C: A, a jak ta wściekła polka…?

B: No straśnie sie obertało dookoła, to sie nazywało wściekła polka.

C: I to w miejscu sie tak obertało, czy, czy…?

B: Tak, tak, w miejscu, dookoła, tak straśnie sie obertało. A walcyk to spokojniejsy, tyz dookoła, ale spokojniej sie leciało.

C: A ta wściekła to w miejscu staliście…?

B: W miejscu! Tak sie obracało, ze sie, to jak wściekło polke grali. To jak se kazał ściekło polką zagrać, to mało kto przehulał.

[…]

C: Niech Pani jeszcze zaśpiewa.

[…]

B: Jak sobie spomne, tego, jak to było… już wiem… nie…

 

Siedziała cyganka poza krzakiem

Tenskniła dziewczyna za chłopakiem

Żebyś ty, cyganko, wróżyć umiała

Żebyś mi prawde powiedziała

 

Dziewczyno, nie kochaj bogatego

Dziewczyno, nie kochaj zbyt ładnego

Bogactwo, uroda – wnet przeminie

Miłość, uczciwość nie zaginie

 

To takie my śpiewały se.

Karolina Moryc, ur. 1931 r., Lipnik

Dodaj komentarz