A: Wesela w domach były, nie?

B: W domach, wszystko w domach. O Boże, ja po wesel… ja po wojnie to…

Ale jo chodziłam i piekłam. Po weselach pokont, całe tu to, wszyndzie prawie piekłam. Ale to było w domu, i piecu takim, nie tak było jak dzisiej, zeby było wszystko. Ino jedna izba była, w drugiyj izbie było jedzenie, w jednej siesie bawili, w drugij jedli, a i jak siesie upiekło kołoce i bukty – no bo takie było w tynczas – to sie dawało ćwiortko, tego, znaczy sie, kołoc był na ćwiartki przekrojony i kawał bukty, takie tego. I na śniodanie jak przyśli, to kto zjod, no wiela tam zjod, a reszty dzieciom zeby wynieś do pola. Dzieci juz stoły i cekały na to, zeby im dać, ojcowie im dali juz, dzieci nie brali na weselu, dzisiaj to biero dzieci a tam nie wolno było. No to nie, to matki taki ino ukroiły, ze to za to wszystko do chustki i wyniesły na pole, a dzieci juz cekały na to. No i jo wszystko piekłam po tych weselach, tu całe po tyk kontach no poblisko, bo daleko ym nie posła, bo bym sie nie poszła, bo bym miała bydło i no i dzieci, i nie dałam rady tak odyjść, tak gdzie w pobliży, bym mogła na noc przyjś. No bo nie było skod wziość grosza. A w tym coś tam se przyniesła i placka, bo mi dali i cosim za to dostała. No tak było. A mój chodził znowu bijoł świnie. Tam miał kontakty ze bijom  zawsze, to mi dać znali, że to czas. No to jak poszedł zabić świnie, nie broł piniendzy, ino dali coś z tego, no tom miaa. No ale nie było lodówki! Ino czea było to usmażyć, dopiero do słoików i schować, bo by sie było zepsuło no, takie było życie nase. A dzisiaj, co chces se włozysz do lodówki, co se mozes zrobić i tego.

A: Ale mięsa się nie zasypywało, nie wiem, nie chowało w beczce z solą czy coś?

B: No, no to by sie zaśmierdziało za chwile!

A: Nie zakopywało się gdzieś?

B: My to tego nie robili, my nie. Ino my, jak ja miała mienso, no to my usmażyły normalnie i do słoików i no to tak, ze sie zawekowało, ze sie nie zepsuło. No. Takie, takie sie miało juz gotowe na wienkse czasy. Ino słonino, no to, no to tego. To solili, na tej, na tej, musiała nasłonieć, musiała tego, później jom tam, jakie to robili te, a. Bo ja słoniny to całe życie sie nie chyciłam. Ja mówie tak, ze jest po Żydzie. Bo oni słoniny nie chcieli, to zawsze śmiali sie ze mnie, ze jestem po Żydzie. I do dziś dnia nie potrafie słoniny wziość.

Karolina Moryc, ur. 1931 r., Lipnik

Dodaj komentarz