Nieraz jak se wspomne tu mojego sąsiada. Pirsze to byli tu organiści tutaj, krajowie, łoni gospodarzyli dawno, pirsze zasadzili pomidory w polu. Idziemy z tym sosiadem tu z góry (łon juz nie żyje), śmiali my sie nieroz z tych pomidorów. Idziemy, patrzymy, takie czerwone łowoce wiszo. łon godo mi tak: „Wiesz co, ja to póde, łurwie se jednygo, spróbuje co to jest, ale jak sie to nazywo?”. Ja godom: „Wiesz co, nie wiem”. Bo to pirse dopiero było, pirse! Po tej wojnie, ile to tymu lat, jakoś niedługo jak jo tu przysłam. No i posed urwoł jedno. […] Ugryz, pieprznoł tym do potoka i gado: „Wies co, to niejadalne”. Takie ładnie wyglądało. Ja mu gadom tak: „Wiesz co, Staś? Tseba było do reszta zjeść, do środka się trzeba była dostać, nie tak ugryzłeś i pieprznołeś do rzeki, do potoka”. […] Ale potem juz zacynali więcej, więcej. Potem żona jego juz sadziła. Tak to nie było nic ino korpiele i korpiele. No korpiele sadzili, to tez było dobre jedzynie. […] To teżem sadziła buroki, karpiele, zimnioki i potem jarzyny, łogórki wszystkom tam sadziła, wszystkom.

Dodaj komentarz